Andy Brandt : Mój polski blog

O depresji przedsiębiorcy

To jak widzimy świat, co jest dla nas ważne – jaki jest nasz świat – jest w dużym stopniu kształtowane przez media. Dzięki rozwojowi techniki są one w stanie jeszcze intensywniej i silniej niż kiedykolwiek przedstawiać historie i doświadczenia cudze albo całkowicie zmyślone z taką siłą, że stają się one nasze własne – wrastają w nasz „filtr” postrzegania świata.

W mediach poświęconych tematyce biznesowej dużo uwagi poświęca się startupom. Startupy to są firmy, które mają nowy, rewelacyjny i rewolucyjny pomysł na usługę lub produkt, taki, który zasadniczo wywróci rynek lub wręcz stworzy zupełnie nowy. Wzorcem dla ludzi, którze je tworzą – oraz wielu, którzy się temu tylko przyglądają – są oczywiście te startupy, którym się udało i które obecnie są wielkimi firmami – a ich założyciele nieprzyzwoicie bogatymi ludźmi. Wielu z nich funkcjonuje wręcz jako swego rodzaju „święci” tej specyficznej odmiany wiary w sukces, ikony i idole do naśladowania – Steve Jobs (Apple), Bill Gates (Microsoft), Larry Ellison (Oracle), trzej założyciele Google, Mark Zuckerberg (Facebook) a ostatnio Elon Musk (Tesla, Space-X). Jest jeszcze wielu innych znanych tylko w swojej produktowej niszy albo na lokalnym, krajowym rynku. Właściwie każdy założyciel startupa, który się w miarę rozwinął może zakosztować odrobiny sławy i uznania, bo to ich sukcesy są wzorem a oni sami wzorcem do naśladowania. Ogląda się wywiady z nimi, studiuje ich działania, sposób życia i dietę w nadziei, że może uda się powtórzyć ich sukces.

Wszystko to jest piękne i pouczające, ma jednak jedną paskudną wadę. I nie chodzi mi o powszechnie znany fakt, że przytłaczająca większość startupów kończy się kompletną klapą (albo pomysł albo wykonanie albo jedno i drugie nie było tak rewolucyjne i rewelacyjne jak się wydawało), bo z tym się liczy nawet większość założycieli startupów. Ani nawet o to, że wielu z nich swój sukces zawdzięcza nie tylko świetnemu pomysłowi i szczęściu, ale także koneksjom dzięki którym mogli dotrzeć do ludzi, z którymi przeciętny Kowalski nie ma szans porozmawiać. Nie, mam na myśli ten przykry fakt, że patrząc przez ten właśnie filtr normalny, dobrze prowadzony biznes, który rośnie o te 10-15% rok do roku wydaje się być kompletną porażką a prowadzący go życiowymi nieudacznikami przy wspomnianych wyżej ikonach sukcesu i ich wynikach. Niestety wielu przedsiębiorców wpędza to w depresję, która jako żywo przypomina mi depresję wielu kobiet, które będąc całkiem ładnymi dołują się porównując się z podrasowanymi w Photoshopie zdjęciami modelek.

Dużo ważniejsze niż samopoczucie tych przedsiębiorców jest jednak to, że gospodarka opiera się właśnie na takich normalnych, przeciętnych firmach a nie na super-startupach. To właśnie one dostarczają większości usług i towarów, z których korzystamy i wypracowują większość narodowego bogactwa. Dlatego wydaje mi się, że powinniśmy je bardziej doceniać. I sami przedsiębiorcy powinni siebie i swoje firmy także bardziej docenić. Dobrze prowadzony biznes, który notuje systematyczne wzrosty, ma zadowolonych klientów, dobre produkty, jest dobrze zarządzany i solidnie rozwijany to duży sukces, który nie wszystkim udaje się osiągnąć.



Jedna odpowiedź do “O depresji przedsiębiorcy”

  1. Krzych napisał(a):

    Ostatni akapit jest na medal!

    A przedsiębiorcy nie czerpią tak wiele z mediów, bo oglądają TV przez 1 godz. tygodniowo, a przeciętny Amerykanin czy Polak importują telewizyjne wyobrażenie o świecie przez ponad 3 godz. dziennie … czyli 21 tygodniowo… marnując 20 godz. tygodniowo czasu, który inni poświęcają na rozwój.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Subskrybuj: rss | email | twitter